3 rodzaje postaw na spotkaniu

Wyobraźcie sobie spotkanie społecznościowe, na które przychodzi duża ilość osób i w zamierzeniu ma dochodzić do dyskusji, wymiany doświadczeń, wzajemnego dzielenia się inspiracjami. Świetnie trafiła do mnie teoria, którą przyniósł mi Adam Kwiecień z pewnego wydarzenia – na czymś takim są 2 rodzaje ludzi: Ci którzy są skupieni na tym, żeby posłuchać i tacy którzy są skupieni na tym, żeby mówić. Gdy przegadywaliśmy sobie to, dookreśliliśmy jeszcze trzecią grupę: Ci, którzy mówią po to, by po wszystkim sprzedać Ci swoją usługę („… a tak w ogóle to jestem coachem, oto moja wizytówka”).  Spotkanie tego typu wyjdzie tylko wtedy, gdy znaczna przewaga obecnych zainteresowana jest przede wszystkim słuchaniem i będzie totalną klapą, jeśli pojawi się choć mała część tych drugich i trzecich, których słuchanie nie interesuje, za to czekają tylko na to, by dołożyć coś do dyskusji.

Czytaj dalej 3 rodzaje postaw na spotkaniu

Mów do mnie jak do labradora

Wczoraj miałem ciekawą rozmowę na temat szykującego się wydarzenia związanego z AgileHR. I o samym wydarzeniu już nic więcej nie powiem 🙂

W rozmowie uczestniczyła pewna mądra osoba, która przepięknie rozprawiła się z rozbudowanymi planami na wydarzenie, w ramach których organizator chciał uczestników zapoznać z koncepcjami złożoności, adaptujących się organizacji itd. Poradziła, aby skupić się na prostych sprawach, bardzo podstawowych, żebyśmy przypomnieli sobie czego potrzebowaliśmy, gdy byliśmy na początku swojej drogi agilowej (ja 8 lat temu potrzebowałem wiedzieć jak zrobić dobrze te storypointy…).

Złożyło mi się to z przeżyciem z warsztatów z agile dla HR które organizowałem w mBanku. Miałem (wraz z zespołem) podobny pomysł – koniecznie muszę przekazać Cynefin, on tak ładnie rozwiązuje wszystkie problemy tego, jak należy postępować. Uczestnicy(-czki) warsztatu wolały porozmawiać o tym, co konkretnie trzeba robić żeby być agile, jak to w praktyce wpływa na osoby, zespoły i całą firmę. Bez tych wszystkich skomplikowanych wymyślnych pojęć, teorii, nazwisk, cytatów.

W ostatnim tygodniu miałem też świetną interakcję z przedstawicielami zespołu, który właśnie puka do drzwi wyższych stanów zaawansowania swojej współpracy i rozmowa szła gładko, metafory, rady i pytania miękko siadały aż do momentu, gdy użyłem pojęcia „Scrum Studio” i uzyskałem komentarz „Wy coache zawsze macie swoje nazwy na różne rzeczy”.

Cały czas się uczę. I jeśli gdzieś jest jeden z moich obszarów do rozwoju, to właśnie w tym – mimo całej tej wiedzy o Cynefinie, zaawansowanych agile’ach, Nexusach, Flowach, Kanbanach – jak to zrobić, by dotrzeć do odbiorcy na jego poziomie, nie odstraszyć go trudnymi pojęciami. Jak dobrać prostą metaforę, jak ubrać jakieś zaawansowane koncepcje w proste ćwiczenie. Jak zachować cierpliwość do tego, że na pewne sprawy jest jeszcze za wcześnie na tym etapie rozwoju na którym jest mój rozmówca.

PS. Tytuł wpisu wzięty z polskiego tłumaczenia pewnej kwestii z filmu „Chciwość”. Czyli po angielsku „Margin Call”, gdzie w oryginale mowa o golden retrieverze 😉