Refleksje po Agile Coach Camp #1’18

„Weź, uważaj, bo zaraz wrzuci to na swojego bloga” – coś w tym guście padło w moją stronę w trakcie luźnej rozmowy w trakcie ACC z zeszłego weekendu. W odpowiedzi solennie obiecywałem, że w tym roku wpisu nie będzie, bo nie widzę potrzeby publicznego korygowania niczego. Złamię tę obietnicę i skoryguję kogoś – a konkretnie siebie.

Dla nieobecnych – ze „śmieszniejszych” akcji wyszły ze mnie na evencie lekkie symptomy Aspergera i zostałem minigwiazdą piątkowego wieczoru lighting talków, gdy chcąc zachęcić do kontaktów nowe osoby przeprosiłem tych, którzy mnie już znają, że nie chcę z nimi gadać i wolę poznawać nowe osoby #facepalm. Praktycznie nikt mi potem już tego nie odpuścił i upewniał się, że chcę z nim rozmawiać 🙁 A ja naprawdę chciałem się skupiać na poznawaniu nowych osób i wyjście poza krąg osób już mi znanych. Następnym razem te publiczne deklaracje zachowam dla siebie i zachętę dla osób nowych sformułuję bardziej miękko.

Na tegoroczny Camp jechałem z bardzo przewrotnym celem – jechałem z założeniem, że nie będę wybierał w programie tematów zwyczajowo mnie fascynujących, a za to pójdę na to, co zazwyczaj omijam. Przykładowo – zamiast na sesję o zwinnych organizacjach poszedłem na sesję o tematach miękkich. Po co tak? By poznawać nowych ludzi (na sesji o zwinnych organizacjach są Ci sami co zawsze i już się ze sobą przez ostatnie lata mocno zgodziliśmy jak powinno być to robione dobrze) i by spróbować miękko wpłynąć na treść tych sesji, jeśli w moim odczuciu jakieś zagadnienie jest traktowane zbyt wycinkowo. Rezultat tego eksperymentu był ciekawy. Po pierwsze – merytoryka tych sesji, które zwyczajowo omijałem, była dla mnie zaskakująca wysoka (realnie doceniam  to, w jaki sposób ogólnie rzecz biorąc przebiegały te sesje; póki do nich nie dołączyłem zakładałem, że mogą się na nich odbywać sesje przytulania drzew). Po drugie – przynajmniej raz poczułem jaki gwiazdor ze mnie wyłaził.

Nie umiem tego dobrze ująć dokładnie tak jak o tym myślę – ale chodząc na te sesje miękkie (zwłaszcza takie, które przyciągały mniej zaawansowanych uczestników Campu) widziałem jak ciężko przychodzi mi nie rozmawiać z ludźmi z pozycji mentorskiej. Aroganckiej. Gościa, który już wie i sprawnie udowodni swojemu rozmówcy ten fakt. Szczególnie sesja „dlaczego SM nie jest traktowany poważnie” była dla mnie czymś, w czym kompletnie źle zacząłem (nie wnikam w niuanse dlaczego) i od któregoś momentu czułem się fatalnie. Zabrakło mi odwagi by z sesji wyjść albo ją jakoś naprawić. Podobnie źle wyszło (mimo dobrych chęci) jak próbowałem korygować sesję budowania agendy – miałem ochotę przypomnieć uczestnikom, by nie wpływali destrukcyjnie na proces zgłaszania tematów. Zasadą Open Space jest to, że zgłaszający wybiera gdzie i kiedy wrzuca temat, faza negocjacji i przesunięć programu jest dopiero gdy już wyczerpiemy fazę zgłaszania. Bardzo bałem się, że najgłośniejsze komentarze, że program jest już pełny i że na kolejny temat nie ma już miejsca („bo ja już mam tematy na cały dzień” albo „wrzuć ten temat na 11:00, tylko tam nie ma czegoś na co JA chcę pójść”) doprowadzi do tego, że agenda nie będzie wypełniona i zabraknie odważnych do dalszego generowania tematów. Z perspektywy refleksji nad samym sobą – można to zrobić inaczej niż mentorskim tematem zwracanie innym uwagi. I następnym razem spróbuję miękko.

Wspaniałe było to, jak głębokie rozmowy udało mi się odbyć. Tak krótko – ale Ci z którymi te rozmowy przeprowadziłem, wiedzą o co chodzi.

Bardzo wzmacnia mnie też to, gdy uczestnicy Campu odwoływali się do moich materiałów, jakie ostatnio wytworzyłem. Dzięki za to wszystko, dobrze wiedzieć, że osoby zaawansowane w społeczności szczerze doceniają różne moje wpisy na blogu czy inne materiały  moje i ekipy, której jestem częścią.

Fajnie, że udało się też pokazać przynajmniej części z Was tą moją delikatniejszą twarz. Tak bardzo chcę być częściej traktowany w społeczności na równych zasadach (otwartego inicjowania ze mną rozmowy bez dystansu czy respektu dla różnic np. w doświadczeniu). Znam już swój cel na następny event – szczerze i miękko nawiązywać kontakty z każdym uczestnikiem. Niezależnie od tego czy się już znamy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *