Kto jest moim mentorem?

Wspominałem ostatnio o mentoringu, o czerpaniu wody z wielu studni. Ten wpis będzie bardziej osobisty, jeszcze bardziej osobisty niż wszystkie poprzednie – podzielę się tym, kto dla mnie jest mentorem. Jest parę osób, które są dla mnie bardzo ważną inspiracją.

Największym moim mentorem jest Tomek Włodarek. Współpracowałem z nim przy transformacji w Allegro, teraz współpracuję z nim przy transformacji mBanku. Widzimy się w biurze, ale też od czasu do czasu widzimy się poza biurem 😉 Dla mnie bardzo wielkie znaczenie ma to, że możemy ze sobą porozmawiać, mogę Tomkowi opowiedzieć o tym jak ja osobiście się rozwijam, do czego chcę dążyć, kim chcę być w przyszłości i co do tego potrzebuję. Zderzyć Tomka doświadczenia z różnych organizacji i obserwacje na temat różnych osób i posłuchać jego obserwacji na temat mnie samego, na temat moich interakcji z różnymi osobami. Usłyszeć od Tomka feedback na temat mojej pracy jako coach, usłyszeć feedback na temat mojej pracy jako trener. To wszystko sprawia, że jestem znacznie znacznie lepszy w tym, co robię. Zwłaszcza jeśli ten feedback jest czasem dość dobitny.

Kolejną osobą, którą bym wymienił wśród moich mentorów, czy moich inspiracji jest Michal Vallo z Czech. Michal tutaj idealnie wypełnia moją sugestię o dywersyfikacji z poprzedniego artykułu. Michal jest zupełnie spoza polskiego świata agile, ma bardzo rozległe doświadczenia na rynku czeskim, które to doświadczenia są troszkę inne, ale to właśnie ta inność jest też fajnym polem do podyskutowania jak się sprawy mają w porównaniu między polskim a czeskim rynkiem scrummasterskim, konsultancko-trenerskim czy organizacją społeczności. W przypadku Michala ważne dla mnie jest też to, że jest on organizatorem konferencji Agilia (do udziału w której już wiele razy osobiście zachęcałem na agile247.pl). Ta perspektywa organizatora konferencji jest bardzo ciekawym doświadczeniem, zwłaszcza, że ma on świetne motto, jest zainteresowany wyłącznie prawdziwymi historiami. Wiąże to się z tym, że, w przeciwieństwie do większości konferencji jakie znam, Michal naprawdę sprawdza historie, jakie są do niego zgłaszane w procesie Call-For-Papers. To może być bardzo nieprzyjemne dla osoby, która ma ochotę wystąpić, gdy się spotyka z jakąś taką formą sprawdzenia zgłoszenia. Ale opowiedziane przez Michala przypadki z tego procesu sprawdzania uczuliły mnie na marketing osobisty jako pewną formę przeciwieństwa prawdziwych historii. Istnieje w naszej branży szereg osób skupionych na tym, żeby być sprzedawcą własnej osoby, robić marketing, dobrze wypadać publicznie, ale niestety za tymi osobami nie stoi praktyka a tym samym gwarancji merytoryki. Z takich perspektyw mogę czerpać, inspirować się, oczywiście są pewne momenty, w których mogę się z tym nie zgadzać, ale na pewno to wszystko daje mi do myślenia na temat tego, jakie sam postawy związane z promowaniem swojej marki osobistej przyjmuję.

Idąc dalej tropem różnorodności inspiracji kolejną osobą, którą też chętnie wymienię w tym artykule, jest Paweł Brodziński. Z nim mam znacznie mniej okazji do kontaktu, co pewnie już powoduje że raczej nie mówiłbym tu o mentorze, ale każda z tych okazji jakie do tej pory miałem była dla mnie bardzo konkretna. Miałem okazję uczestniczyć w warsztacie o Kanbanie u Pawła, byłem na wielu jego wystąpieniach na konferencjach, po których były też okazje porozmawiać. Perspektywa Pawła jest zupełnie inna niż dwóch poprzednich dżentelmenów przeze mnie wymienionych, może nawet w niektórych obszarach jest lekki antagonizm, jeśli chodzi o to porównywanie Scruma do Kanbana. Ale to właśnie perspektywa kanbanowa jest dla mnie bardzo rozwijająca, perspektywa tych argumentów prokanbanowych, żeby do sposobu organizacji pracy w firmie podejść z otwartą głową, systemowo i ewolucyjnie, a przede wszystkim bez podejścia preskryptywnego. A propos tych inspiracji z Pawłem zresztą wiąże mi się taka anegdota, której nigdy nikomu chyba nie mówiłem. Mój pierwszy kontakt z Pawłem miał miejsce w trakcie konferencji ACE! w 2012 roku. Moja pierwsza opinia o nim była taka, że filozofuje 😉 Ja tu mam proste odpowiedzi, mam Scruma “by the book”, który na moim etapie rozwoju daje mi pięknie wszystkie odpowiedzi, a Paweł w jakiejś dyskusji, w której razem uczestniczyliśmy, twardo stoi przy stanowisku, że sposób organizacji pracy mocno zależy od kultury firmy, od zespołu, od produktu (i wtedy słyszałem głównie “to zależy, to zależy”). Byłem wtedy zbyt nieopierzony (“wilczur na pełnym puchu” c) Jacek Wieczorek), żeby poczuć, że jednak dużo w tym dywagowaniu było racji, że nie ma prostych odpowiedzi, że różne decyzje uzależnione są od wielu kwestii. Z dzisiejszej perspektywy spokojnie twierdzę, że warto się różnymi podejściami inspirować, szukać w nich patentów, ale nie ma jednego rozwiązania, które wypełnia absolutnie wszystkie potrzeby. Mocno żałuję, że akurat z Pawłem nie mam tyle okazji do czerpania inspiracji, bo ja sam czuję, że w moim przypadku jeszcze większe zaawansowanie się w Scrumie nie za bardzo już jest tym kierunkiem, którego powinienem szukać.

Jeszcze jedną osobą, która wymieniłbym w gronie mentorów, chociaż pewnie musielibyśmy to uzgodnić ze sobą jak to dokładnie wygląda 😉 na pewno jest Jacek Wieczorek. Coś co sobie teraz bardzo cenię to to, że jak tylko nasze drogi zawodowe rozeszły się (Jacek przeszedł do innego zespołu a potem innej firmy) zaczęliśmy mieć dużo interakcji w tematach merytoryki tego, co obaj robimy już niezależnie od siebie. Ponieważ przepracowaliśmy w ramach Centrum Agile w Allegro sporo czasu, to mieliśmy taką wspólną podstawę, wspólne zrozumienie pewnych spraw, wspólne historie, ale jednocześnie od któregoś momentu zaczęliśmy mieć swoje własne doświadczenia, które wzajemnie ze sobą zderzaliśmy przy różnych okazjach. Zarówno jakieś szczegółowe kwestie w stylu “a jak byś zmierzył efektywność pracy Scrum Mastera” po poziom najwyższego rzędu rozkminek typu kultura organizacji i rola szefa firmy, czy odpowiedzialność osoby, która zmienia organizację w stronę agile. Zawsze sobie ceniłem i do dzisiaj cenię tę okazję, że mam osobę z którą mogę zanurkować w szczegóły naprawdę głęboko, przyznać się do własnych błędów i posłuchać jego opinii.

Jak już zacząłem wymieniać konkretne osoby, to zaraz będzie bardzo trudno wybrnąć z wyrzutów innych osób, z którymi mam sporo interakcji. Wymienię jeszcze kilka osób, które też są dla mnie fajną inspiracją i zawsze szukam okazji, żeby głębiej ze sobą pogadać, ale to już jest wymienianka bez dłuższych historii osobistych. Lubię porozmawiać z Krystianem Kaczorem, lubię porozmawiać z Radkiem Lontem. Lubię też pogadać z Piotrkiem Burdyło, zwłaszcza przy ostatnich okazjach związanych z organizowaniem Agile By Example.

Podsumowując tę miniserię dwóch artykułów o mentorach zapraszam Was do zastanowienia się:

  • kto jest Waszym mentorem?
  • co Wam daje relacja z taką osobą?
  • jak dużo okazji do rozmowy z mentorem macie?

PS. Gdy w tym artykule wymieniłem słowo mentor nie trzymam się ściśle definicji relacji mentoringowej rozumianej jako jakiegoś trwałego cyklu, jakiegoś usystematyzowanego, ustrukturyzowanego (np. mentor się spotyka raz na dwa tygodnie z mentee i rozmawiają, wykonują jakieś zadania). Miałem na myśli właśnie osoby, które są dla mnie inspiracją, okazją do jeszcze głębszego przemyślenia spraw, nawet jeśli taka relacja następuje rzadko, nie jest jakaś systematyczna, ale mimo to bardzo wartościowa.

Kto jest Twoim mentorem?

W czasie dyskusji przy wystąpieniu na Zwinnej Łodzi pojawił się też fajny wątek związany z mentorem. Zachęcam do tego, by w ramach rozwoju osobistego w ścieżce agile mieć mentora, szukać go na każdym etapie – zarówno przy pierwszych krokach w roli Scrum Mastera ale też gdy jest się już całkiem zaawansowanym. Sam przy okazji rekrutacji często pytam o to, kto jest Twoim mentorem,  posiadanie takiej osoby i współpraca z nią jest dla mnie ważnym sygnałem na temat danego kandydata. Niedawno miałem też rozmowę Bartkiem Janowskim z mojego zespołu, który zauważył, że udaje się mi zorganizować dla niego bardzo wartościowe sesje z naszym wspólnym mentorem i powodują w nim szereg rozmyślań, które procentują zmianami w postępowaniu jako Agile Coach, czy są inspiracją do głębszego szukania jakichś wątków zaznaczonych przez mentora.

Czytaj dalej Kto jest Twoim mentorem?

Warsztaty z agile dla menedżerów

Niedawno pisałem o sposobie na szkolenie z podstaw Scruma, jaki stosuję w mBanku. Warto wspomnieć, że jest jeszcze temat innego typu działań, które były realizowane w ramach rozwoju kompetencji zwinnych w organizacji. Najważniejsze dwie rzeczy które zrealizowaliśmy to warsztat dla managerów wyższego szczebla IT i warsztat dla biznesu. Była to odpowiedź na problem tego, że znajomość agile była niedoskonała. Warsztaty zorganizowaliśmy zaraz na samym początku transformacji, ze zrozumienia Scruma i agile, zwłaszcza z perspektywy managerskiej. Poprosiliśmy o to, by taki warsztat poprowadził Tomek Włodarek.

Na pierwszym z warsztatów (tych dla ścisłego grona kierownictwa IT) mieliśmy okazję do tego, żeby w gronie samych managerów IT przestudiować temat tego czym jest Scrum, jak wygląda zwinna organizacja, jakie kwestie są niezbędne do tego, żeby naszą firmę uzwinnić. Była to też świetna okazja do tego, żeby rozwiać szereg nieporozumień, jakie narosły wokół zwinności z racji dotychczasowych nieskoordynowanych działań szkoleniowych.

Czytaj dalej Warsztaty z agile dla menedżerów

Dlaczego Scrum Master nie powinien być pośrednikiem

W czasie ostatniego spotkania na Zwinnej Łodzi, na której prezentowałem swoją opowieść o ścieżce kariery agilowej, dostałem bardzo dobre pytanie: „a tak w zasadzie, to co jest złego w tym, że Scrum Master bywa pośrednikiem między firmą a zespołem” . Chodziło o mój przykład życia, gdy odradzam z własnego doświadczenia by SM brał na siebie odpowiedzialność za na przykład raportowanie statusu projektu, koordynowanie prac pomiędzy zespołami czy przynoszenie do zespołu jakichś nowych wytycznych z organizacji i wdrażanie ich.

Pytanie jest o tyle dobre, że sięgało do istoty problemu, obaj z pytającym zgodziliśmy się, że samo stwierdzenie „Scrum Guide tak każe” nie jest dla nas wystarczające.

Czytaj dalej Dlaczego Scrum Master nie powinien być pośrednikiem

Mów do mnie jak do labradora

Wczoraj miałem ciekawą rozmowę na temat szykującego się wydarzenia związanego z AgileHR. I o samym wydarzeniu już nic więcej nie powiem 🙂

W rozmowie uczestniczyła pewna mądra osoba, która przepięknie rozprawiła się z rozbudowanymi planami na wydarzenie, w ramach których organizator chciał uczestników zapoznać z koncepcjami złożoności, adaptujących się organizacji itd. Poradziła, aby skupić się na prostych sprawach, bardzo podstawowych, żebyśmy przypomnieli sobie czego potrzebowaliśmy, gdy byliśmy na początku swojej drogi agilowej (ja 8 lat temu potrzebowałem wiedzieć jak zrobić dobrze te storypointy…).

Złożyło mi się to z przeżyciem z warsztatów z agile dla HR które organizowałem w mBanku. Miałem (wraz z zespołem) podobny pomysł – koniecznie muszę przekazać Cynefin, on tak ładnie rozwiązuje wszystkie problemy tego, jak należy postępować. Uczestnicy(-czki) warsztatu wolały porozmawiać o tym, co konkretnie trzeba robić żeby być agile, jak to w praktyce wpływa na osoby, zespoły i całą firmę. Bez tych wszystkich skomplikowanych wymyślnych pojęć, teorii, nazwisk, cytatów.

W ostatnim tygodniu miałem też świetną interakcję z przedstawicielami zespołu, który właśnie puka do drzwi wyższych stanów zaawansowania swojej współpracy i rozmowa szła gładko, metafory, rady i pytania miękko siadały aż do momentu, gdy użyłem pojęcia „Scrum Studio” i uzyskałem komentarz „Wy coache zawsze macie swoje nazwy na różne rzeczy”.

Cały czas się uczę. I jeśli gdzieś jest jeden z moich obszarów do rozwoju, to właśnie w tym – mimo całej tej wiedzy o Cynefinie, zaawansowanych agile’ach, Nexusach, Flowach, Kanbanach – jak to zrobić, by dotrzeć do odbiorcy na jego poziomie, nie odstraszyć go trudnymi pojęciami. Jak dobrać prostą metaforę, jak ubrać jakieś zaawansowane koncepcje w proste ćwiczenie. Jak zachować cierpliwość do tego, że na pewne sprawy jest jeszcze za wcześnie na tym etapie rozwoju na którym jest mój rozmówca.

PS. Tytuł wpisu wzięty z polskiego tłumaczenia pewnej kwestii z filmu „Chciwość”. Czyli po angielsku „Margin Call”, gdzie w oryginale mowa o golden retrieverze 😉

Jak robię warsztat z podstaw Scruma

W ramach pracy nad kompetencjami mBanku przygotowałem autorski program szkolenia z podstaw Scruma i w ramach tego artykułu chcę się podzielić filozofią, jaka mi przyświecała przy jego tworzeniu. Gdy niedawno przygotowywaliśmy się razem do współprowadzenia “Podstaw Scruma” jedna ze Scrum Masterek zadała mi pytanie: “na podstawie czego ten program powstał”. Dla mnie to pytanie dotyka dość ważnej kwestii, czyli tego jaka jest konstrukcja szkieletu warsztatu, a może z jakiego innego szkolenia to szkolenie jest kopią ;).

Czytaj dalej Jak robię warsztat z podstaw Scruma

Garść przeżyć z konferencji Zarządzanie Zespołami IT

W poniedziałek wystąpiłem na konferencji Zarządzanie Zespołami IT z tematem „Zwinne środowisko pracy przy wsparciu menedżerów” i podzielę się w miarę na gorąco garścią przeżyć, kompletnie różnorodnych i specjalnie nieuporządkowanych:

  • Na konferencji o zarządzaniu zespołami IT było więcej agile niż na niejednej konferencji agilowej (na których często sporo historii o ludzkim mózgu, sztuce rysowania kresek mazakiem i pseudocoachingu). Ręce składały się do oklasków gdy się słuchało Country Managera Motoroli mówiącego o tym, że agile to lata pracy, zmiana całej firmy, gigantyczna inwestycja itd.
  • Agile w Polsce przeżywa boom. Przynajmniej według szybkiej ankiety zrobionej w trakcie jednego z wystąpień, gdzie mało kto na sali nie podniósł ręki na pytanie o to, czy wdrażają albo wdrożyli agile do swojej pracy. Co o tym boomie sądzę, powiedziałem już na ABE16 w czasie lightning talka, więc tu się nie będę powtarzał, trzymam kciuki za kompetencje osób, które pomagają tym wszystkim firmom w wykorzystaniu agile.
  • Turkusowe organizacje i holokracja aspirują do bycia „the new black”. Ktoś coś tam czytał, mało kto widział, ale mówią wszyscy.
  • Pewnie nie będę w tym obiektywny (no trudno), ale niezły mix występujących. Allegro, GSK, panel z reprezentacją Krakowa (Moto, kontakt.io), wsparte Panem Sedlakiem z toną statystyk nt. rynku, zgrabnymi prezentacjami w tracku HR.
  • A propos raportu Sedlak&Sedlak – zarobki Scrum Masterów wg badania za poprzedni rok plasują się typowo w przedziale 7/8?-13k zł. Na tle innych zawodów w IT szczególnie duża dystrybucja i dość wysokie umiejscowienie w rankingu zarobków
  • Fajnie, że zrobiono ze mną wywiad po wystąpieniu, jak będzie dostępny to wyszeruję. I zupełnie bez sensu że się zgodziłem tak od razu, ludzie chcieli pogadać, zadać pytania na świeżo, a ja właśnie zaglądałem w oko kamery przez ponad pół przerwy 🙁 Między innymi straciłem okazję na świetną rozmowę o spłaszczaniu struktury
  • Bardzo miłe uczucie, gdy występuje się dość wcześnie na konferencji, a potem w kolejnych wystąpieniach kolejni prelegenci się do Ciebie odwołują (m.in. przywołując najważniejsze punkty, które chciałem przekazać)
  • Last but not least: nie denerwowałem się przed wystąpieniem, serio. Czyli jest progress nawet w porównaniu do LT na ABE, bo tam byłem jak galareta… Ala (i Ola, organizatorka) mi świadkiem, że slajdy miałem na ostatnią chwilę, dużo w prezentacji było „na żywiole”. Przy czym nie mogę powiedzieć, że nie było przygotowania, bo poszedł pełen pakiet – persony, warstwa treści, warstwa metafor, konstrukcja historii, gwoździe, strona wizualna dopieszczona – jeszcze opowiem jak się przygotowuję. Pewnie jak zwykle mogło być jeszcze lepiej, dzięki za dotychczasowy feedback. Do samego siebie mam największy żal, że zepsułem aluzję o „agile w korporacji jako lipstick on a pig”, pomieszało mi się i wyszło jakieś dziwactwo. Oddzielna sprawa jak to wyszło na nagraniu, na który się udało namówić organizatorów, pewnie znowu będę się bał obejrzeć samego siebie przez kilka tygodni (dużo łazikowałem po scenie, pewnie wyłapię u samego siebie każdą zawiechę wypowiedzi i jakieś skróty mogące wywołać niezrozumienie).

Kolejny exp wystąpieniowy na koncie, kolejnych kilka obiecujących kontaktów, on to the next one.

Czym jest i czym nie jest AgileHR

Coś czym się chcę podzielić na gorąco, to radość po przeprowadzeniu warsztatu AgileHR. Zrealizowałem wraz z Adamem i Agą warsztat agile dla naszych mBankowych HRów. Z kronikarskiego obowiązku zaznaczam ten moment, gdy zmiana zwinna dotarła już poza IT, gdy rozmawiamy sobie poważnie o tym, jak w zwinny sposób może być zorganizowany HR. Na pewno mamy zaangażowanych kilka osób, które faktycznie kumają o co chodzi. Zobaczymy na ile uda się doprowadzić do zmian po stronie HRów i na ile uda się zrealizować pewne oddolne pomysły na zmiany i usprawnienia. Zapewne będzie to kwestia wielu kwartałów, a nie miesięcy, ale prawdopodobnie na bieżąco będę do tematu wracał.

Natomiast sama w sobie koncepcja Agile HR też zasługuje na taki szerszy komentarz, bo jak z wieloma popularnymi koncepcjami  łatwo o nieprawidłowe zrozumienie. Rozmawiając o tym, czy w ogóle jako agile coache realizujący transformację powinniśmy się angażować w agile w HRach, stwierdziliśmy, że nie zaszkodzi spróbować zorganizować ten warsztat i sprawdzić, czy “chwyci”. Ubocznym efektem przygotowania się na poziomie koncepcyjnym było dużo fajnych rozmyślań, czym tak naprawdę jest agile w organizacji, czym jest agile poza IT. Agile Manifesto w swoim początku bardzo mocno akcentuje rozwój oprogramowania i przez to osobom, które wychodzą z IT, może być trudno ten temat AgileHR objąć.

Czytaj dalej Czym jest i czym nie jest AgileHR

O zaletach wewnętrznych szkoleń

W tym wpisie opiszę bardziej szczegółowo pierwszy z tematów, czym się zajmuję jako wewnętrzny agile coach w mBanku, czyli szkolenia. W zasadzie szkolenia to bardziej narzędzie – bo tematem, którym się zajmuję jest rozwój kompetencji organizacji czy członków organizacji.

Potrzeba rozwoju kompetencji zwinnych była widoczna natychmiast, jak tylko dołączyłem do firmy. Stan zastany przeze mnie w mBanku to przychylność do agile, jakieś tam swoje własne formy pierwszych prób jego wykorzystania przez osoby z różnych części IT. Ale w praktyce widziałem wyraźny rozdźwięk między chęciami a umiejętnościami czy znajomością agile takiego, jakim go znam. I dlaczego to podkreślam “takiego jakim go znam”? Bo coś co odkryłem w ciągu pierwszych miesięcy mojego pobytu w mbanku to fakt, że część osób, w szczególności całkiem pokaźna część managerów, coś już wiedziała o agile. Między innymi wzięli udział w szkoleniu, z “ogólnospożywczego agile’a”, czyli takiego wprowadzenia czym agile jest i jakie istnieją metody i jakie są podstawowe definicje. Potrafię zrozumieć dlaczego tego typu szkolenia są organizowane, natomiast jestem ich wielkim przeciwnikiem. Można to sobie wyobrazić po konspekcie szkolenia, co widać też było po prostu po efektach: uczestnicy tego szkolenia kojarzyli podstawowe definicje, ale nie umieli ich zastosować poprawnie. W szczególności, że te szkolenia to było głównie przekazanie wyobrażenia o agile ze strony trenera. I to nieprzypadkowo dobrane słowa, ponieważ po sprawdzeniu tego, kto szkolił trudno powiedzieć, by to był praktyk. A w moim świecie brak dogłębnej praktyki przekreśla możliwość szkolenia z podejścia zwinnego czy konkretnie Scruma. Jeśli ktoś tego nigdy nie praktykował, to nawet jeśli jest bardzo dobry w technikach nauczania, nawet jeśli umie dość poprawnie skopiować warsztat, który przeprowadzony był przez jakiegoś innego trenera, to jego misternie zbudowany domek z kart zaczyna się sypać w momencie, w którym pojawiają się jakieś praktyczne pytania ze strony uczestników, prośby o jakieś konkretne case’y.

Co szkolenie pojawia mi się komentarz:

“teoria teorią, ale jak to byś zrobił w praktyce”

i tutaj trener-teoretyk powinien szczerze odpowiedzieć

“no w praktyce to nie wiem, bo nie przeczytałem tego w żadnej książce, którą czytałem i nie potrafię sobie tego wyobrazić, więc przyznam Ci rację, że tego na pewno się nie da zrobić”.

A praktyk, który widział wiele zespołów, przeżył to sam na swojej własnej skórze (i najlepiej jeśli “to” widział w więcej niż jednej firmie), jest w stanie przytoczyć kilka przykładów z życia na dowolne trudne pytanie. A tak naprawdę, to będzie się czuł na tyle swobodnie z możliwymi scenariuszami rozwoju dyskusji, żeby ten konkretny trudny case rozpracować z tym kto pyta,  więc rozbiją założenia pytającego na części pierwsze, nurkując głęboko w problem związany z teoretycznie prostszym pytaniem.

Właśnie to drugie podejście stosuję na co dzień. Widzę dużą różnicę między momentem rozpoczęcia dwudniowego warsztatu, gdy łatwo wyłuskać osoby sceptyczne, a wręcz krytyczne albo negatywnie nastawione do koncepcji, po czym przez cały tok warsztatu prowadzimy swego rodzaju grę, proces docierania do tego co konkretnie dana osoba potrzebuje i jak sobie te kwestie związane ze zwinnością czy Scrumem wyobraża. Ważne jest to, by dotrzeć, jakie ktoś ma założenia, jak sobie wyobraża, że coś się da, a czegoś się nie da zrobić w podejście zwinnym i dość często dość prosto docieramy do tego, że sceptyczne czy negatywne nastawienie do agile wiąże się na przykład trudnością wyobrażenia sobie tematu skalowania, tematu architektury, tematu koordynacji pracy różnego rodzaju specjalistów. Szereg takich mitów, albo po prostu braków wiedzy na temat tego, że pewne kwestie są rozwiązywane, warto sobie na warsztacie rozpracować. Wejść w partnerską dyskusję na równych zasadach, z wsłuchaniem się w konkretne potrzeby konkretnej osoby.

Jedna ciekawa kwestia związana z organizowaniem prawidłowych szkoleń uprościła się “sama”. Szkolenia organizujemy wewnętrznie, to znaczy własnymi trenerami. Pierwszym trenerem byłem ja sam, potem gdy mój zespół zaczął rosnąć, to kolejne osoby z mojego zespołu zaczęły szkolić, a ostatnio już taką praktyką, którą regularnie stosujemy są szkolenia realizowane “w parze”: jeden trener to agile coach a drugi trener wywodzi się z grona Scrum Masterów. Temat uprościł się “sam” w tym sensie, że akurat budżet szkoleniowy nie jest zbyt pokaźny, nazywając to dyplomatycznie, a szkolenia scrumowe na rynku są drogie, więc nawet jeśli by wejść w jakąś stałą współpracę z zaufanym trenerem i wynegocjować u niego duży pakiet zamówień to i tak coach zatrudniony na etacie i realizujący dwa szkolenia w miesiącu spokojnie spłaca temat szkoleń zamawianych na rynku. Dodatkowo coach dostępny na miejscu jest gotowy podjąć temat znacznie wcześniej, czy znacznie szybciej niż przy umawianiu się z trenerem zewnętrznym. Większość dobrych trenerów w tej chwili na rynku potrafi mieć przynajmniej niektóre terminy zarezerwowane sporo w przód. Druga korzyść takich szkoleń wewnętrznych, nieoczywista na początku to coś, co mi Tomek Włodarek, z którym współpracujemy w mBanku, przekazał jako feedback po szkoleniu, które w moim wykonaniu obserwował. Wśród uwag pozytywnych zwrócił uwagę na to, że takie szkolenie wewnętrzne jest niesamowicie wzmacniane przez konkretne przypadki zespołów czy cały kontekst wewnątrzfirmowy. Trener wewnętrzny, zwłaszcza jeśli jest już dłuższy czas w organizacji i jest z nią też mocno związany przez praktykę zespołów scrumowych, w zasadzie jest w stanie odpowiadać na większość pytań, jakie się trafiają na szkoleniu, przykładami z firmy, co wzmacnia możliwość wyjaśniania i przekonywania. Na przykład opowieści o chociażby skalowaniu łatwo wzmocnić, jeśli się użyje przykładu “a w zespole X skalowanie wygląda tak”. Wtedy w zasadzie unikamy opowiadania o smutnych i wesołych historiach wydarzających się w zupełnie innych organizacjach (“bo przecież nasza organizacja jest specjalna”), tylko to jest historia o Twoich kolegach, o ludziach których kojarzysz z nazwiska i wiesz, że mają porównywalną sytuację do Twojej. Od któregoś momentu transformacji w zasadzie na dowolne kwestie jestem w stanie używać przykładów wewnątrzorganizacyjnych, co tak jak wspominam na pewno polepsza tą możliwość dotarcia z przekazem, rozwiania wątpliwości i błędnych założeń o niedasizmie.

Powyższe jeszcze nie wyczerpuje tematu rozwoju kompetencji w ramach toczącej się transformacji, ale opowiem resztę w drugiej części tego wpisu niebawem.